Już od dwóch czy trzech dni nosiłam się z zamiarem napisania czegoś. Chciałam opisać podróż do Japonii i do Chorwacji, zaczęło się też coś dziać na uczelni. O tym pisałabym wczoraj. Ale dzisiaj... dzisiaj będzie o czym innym.
Kochany Pamiętniczku.
Wczoraj wieczorem wyprowadziłam psa na spacer, a potem pojechałam do B. na noc. Miło spędziliśmy wieczór oglądając dwa odcinki serialu i wypijając po kieliszku wina, a rano, chociaż byliśmy niezbyt wyspani, to jednak uśmiechnięci. B. zjadł ze smakiem przygotowane przeze mnie kanapki, wypił herbatę, po czym pocałowawszy mnie na pożegnanie poszedł do pracy, ja natomiast zadowolona ruszyłam w drogę do domu, żeby znów wyprowadzić mojego pupila. Cieszyłam się rześkim, chłodnym powietrzem i słuchałam mojej ulubionej piosenki. Jednak w domu, kochany Pamiętniczku, zastałam niemiłą niespodziankę.
Okazało się, że pod moją nieobecność jebany sierściuch zostawił w czterech pokojach
pięć potwornie śmierdzących gówien, w przewadze rzadkich, o najróżniejszych rozmiarach. I chociaż, kochany Pamiętniczku, myślałam, że się kurwa rozpłaczę na miejscu, to nie miałam innego wyjścia, jak tylko zamknąć kundla w łazience, jedynym oszczędzonym pomieszczeniu, żeby w nic nie wlazł i nie roznosił na łapach (bo kretyn radośnie biegał dookoła mnie, ciesząc się z mojego powrotu) i zakasać rękawy. Tak więc, zużywając półtorej rolki papierowych ręczników, trzy foliowe torby i sporo płynu do naczyń posprzątałam to, co leżało pozostawiane na podłodze, ogromnym wysiłkiem woli powstrzymując odruch wymiotny. Potem wyniosłam to do śmietnika, biegnąc, żeby chmura oparów unosiła się za mną, a nie wokół mnie. Później wróciłam do mieszkania, chociaż miałam ochotę już nie wracać i pojechać gdzieś bardzo, bardzo daleko. Pootwierałam wszystkie okna i balkon, umyłam psa, który cały czas siedział w łazience i jęczał od czasu do czasu, a kiedy już dało się go dotknąć bez większego obrzydzenia, wyprowadziłam go na spacer. Kiedy wróciliśmy ze spaceru, wzięłam mopa i porządnie umyłam podłogi. Potem wyszorowałam ręce, trzy razy.
Teraz siedzę w kuchni, która wywietrzyła się najszybciej, piję herbatę i zastanawiam się, czy zalatuje mi gównem dlatego, że niedokładnie umyłam podłogę, dlatego, że czegoś nie znalazłam i leży gdzieś jeszcze dla mnie jakaś niespodzianka, czy po prostu będzie mi tak już dziś śmierdzieć cały dzień i nic na to nie poradzę.
Chyba nieprędko znów pojadę do B. na noc, zostawiając w domu psa. Za wysoka cena, choćby nie wiem jak miły miał być wspólny wieczór i noc. Pass.